14
N, Sie

Budowa spalarni i sprzedaż MPEC mocnym uderzeniem w mieszkańców

26 maja 2013 r. w Białymstoku odbędzie się referendum w sprawie sprzedaży Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej.

Temat wywołuje duże emocje bo działania władzy zaskakują nawet najwierniejszych sojuszników Tadeusza Truskolaskiego.

Czy na pewno – jak podaje się ludowi – w sprawie chodzi wyłącznie o załatanie dziury budżetowej i pieniądze na bieżącą działalność?

Przez spalarnię do wysokich kosztów dla najuboższych

Okoliczności wskazują, że niekoniecznie. Gdyby tak było władza nie miałaby interesu pakować się w budowę spalarni za setki milionów złotych w sytuacji, gdy firmy zainteresowane gospodarką odpadami na własny koszt proponują stworzenie ekologicznych systemów zagospodarowania (np. budowa sortowni, odzysk i przetwórstwo surowców wtórnych itd.).

Obsesyjne dążenie do budowy spalarni za wszelką cenę, a ostatnio pomysł wyzbycia się MPEC-u wydaje się służyć bardziej dalekosiężnym celom lokalnych grup interesów.

Z białostocką gospodarką odpadami jest trochę tak jak z zarządzaniem spółdzielniami-molochami. Nikomu nie opłaci się żeby było tanio. Tak samo jak prezesi nie mają interesu żeby czynsz był niski i eksmisji było mało (na poziomie wspólnot mieszkaniowych), tak i obecna władza samorządowa nie jest zainteresowana przystępnymi cenami odbioru odpadów oraz ich racjonalnym zagospodarowaniem. Dlaczego? Najzwyczajniej nie da się wtedy na tym dobrze zarobić i nie będzie korzyści np. z generowania i obsadzania lukratywnych stanowisk.

Tworzenie bardzo drogiego systemu gospodarki odpadami oprócz bieżących pożytków z kontrolowania i wykorzystania milionowych przychodów za odbiór śmieci (wg szacunków 50-60 mln zł rocznie) da też ważne narzędzie do wywierania wpływu na najuboższą ludność. Narzucenie wysokich opłat niewątpliwie pogorszy i tak już trudną sytuację ekonomiczną praktycznie połowy mieszkańców Białegostoku. Statystycznie już teraz co drugie gospodarstwo domowe w blokowiskach ma problemy z regulowaniem czynszu, więc dalsze windowane kosztów dotkliwiej uderzy w najbiedniejszych i jeszcze silniej wystawi ich na bat eksmisyjny.

Obserwując determinację władzy można odnieść wrażenie, że to celowy plan, obliczony na przyśpieszenie procesu wymuszania ucieczki ludności z najstarszych blokowisk i eskalowania procederu eksmisyjnego, który dziś przynosi wąskim grupom ogromne dochody (zyski w setkach tysięcy złotych z zastępstwa procesowego, odsetek, uznaniowego dysponowania przejętymi lokalami).

Na przestrzeni ostatnich lat bezspornie widać systematyczny odpływ z blokowisk mieszkańców o wyższym statusie ekonomicznym, pogarszanie się płynności finansowej spółdzielni, rosnące koszty, wzrastającą przestępczość i powolny spadek wartości lokali w stosunku do osiedli wspólnotowych czy zabudowy szeregowej.

Utrzymanie tego trendu przez sztuczne windowanie kosztów egzystencji najuboższych może w perspektywie dać prezesom poszczególnych spółdzielni pretekst do ogłaszania upadłości i przejmowania mienia najbiedniejszych (z lokatorskimi, własnościowymi tytułami do lokali), których nie było stać na uwłaszczenie. Wariant taki staje się realny i prawdopodobny w związku z zapotrzebowaniem na tereny inwestycyjne oraz wyczerpującą się formułą funkcjonowania spółdzielni-molochów, w których pogorszenie sytuacji ekonomicznej mieszkańców może z obiektywnych przyczyn uniemożliwić prezesom dalsze gospodarowanie i zarabianie na eksploatacji lokatorów.

W takich realiach kolejnym etapem po postkomunistycznej spółdzielczości byłoby przejmowanie przynajmniej części nieruchomości i uzyskiwanie pożytków z ich sprzedaży lub zagospodarowania deweloperskiego. Grunty w Białymstoku wycenia się na milionowe kwoty nawet na rogatkach miasta, nie wspominając o osiedlach położonych w centrum, w których ceny działek mogą sięgać dziesiątek milionów złotych. Dlatego takie nieruchomości mogą budzić szczególne zainteresowanie.

Wariant takiej swoistej ponownej prywatyzacji wcale nie jest nierealny. Przy sprzyjających warunkach zewnętrznych, np. krachu gospodarczego, staje się w pełni wykonalny w granicach prawa III RP. Daleko nie szukając jako przykład przejęcia gruntów z budynkami można wskazać osiedla bloków zakładowych w białostockich Starosielcach. Życie pokazało, że po upadłości firmy w majestacie prawa sprzedano nieruchomości, a mieszkańcy nie otrzymali znikąd skutecznej pomocy. Podobnie może stać się z blokowiskami, w szczególności mocno zadłużonych białostockich spółdzielni. Ludność w nich egzystująca jest systemowo dyskryminowana postkomunistycznym prawem i bezwzględnie eksploatowana ekonomicznie przy aprobacie organów państwa. Na porządku dziennym jest np. sytuacja, że koszt zarządzania w molochu przewyższa o 50-100% stawki nawet jednodomowych wspólnot mieszkaniowych. Podobnie w sferze remontów całkowicie bezkarnym procederem jest docieplanie budynków spółdzielni za ceny stanowiące 2-krotność a nawet 3-krotność stawek rynkowych.

W związku z powyższym można mieć pewność, że nomenklaturowa władza nie kiwnie palcem w obronie "blokersów", którymi tradycyjnie pogardza i których postrzega wyłącznie jako źródło dochodów.

Tezę o przedmiotowym traktowaniu i dyskryminowaniu zdają się potwierdzać zachowania władzy np. w kwestii stosunku do powszechnego uwłaszczenia w spółdzielniach-molochach. Wszystkie nasze dotychczasowe wnioski i apele o włączenie się w proces oddolnej modernizacji molochów pozostają bez odpowiedzi. Co więcej: niejednokrotnie w mediach manifestuje się poparcie dla polityki prezesów. Takie zachowania dowodzą, że grupy interesów konsekwentnie dystansują się od reformy i powszechnego uwłaszczenia ludności w atrakcyjnych miejskich nieruchomościach. W ich kalkulacjach wspieranie ubogich przez umożliwienie im uwłaszczenia na masową skalę w praktyce zniweczyłoby plany pozyskania gruntów.

Sprzedaż MPEC dodatkowym instrumentem wpływu

Od pewnego czasu mówi się o uwolnieniu rynku cen energii cieplnej. Zatem pozbycie się przez miasto monopolisty dostawcy ciepła przy jednoczesnym zniesieniu barier cenowych dałoby kolejny silny impuls do windowania kosztów i w konsekwencji wzmożenia odpływu ludności z blokowisk, co pogłębiłoby i tak już wyraźny regres ekonomiczny i społeczny.

Zważywszy że nowy właściciel MPEC-u stałby się zarazem wiodącym wierzycielem białostockich spółdzielni, przejęcie przedsiębiorstwa dawałoby mu perspektywę taniego nabycia udziałów w spółdzielczych nieruchomościach w przypadku egzekucji ewentualnych długów. Pod tym względem z punktu widzenia grup interesów stojących za pomysłem, zakup MPEC-u wydaje się atrakcyjną inwestycją, gdyż zwrot wydatków nastąpiłby poprzez podwyżki cen ciepła, a po wyeksploatowaniu spółdzielczych klientów (w przypadku braku zdolności do spłaty) nowy właściciel MPEC-u, jako wierzyciel zadłużonej spółdzielni, skorzystałby z prawa do wnioskowania o upadłość i zajęcia jej majątku.

Zatem forsowanie sprzedawania spółki MPEC stanowi nie tylko zagrożenie wywołania wzrostu kosztów ogrzewania, ale również otwiera drogę do pozbawienia dorobku życia osób nieposiadających własności lokali (użytkownicy tzw. własnościowego i lokatorskiego tytułu do lokalu).

Z kolei z punktu widzenia zainteresowanych kupnem MPEC-u, potencjalnym ryzykiem dla nich może być postulowana przez niektórych posłów kompleksowa reforma spółdzielczości obejmująca powszechne uwłaszczenie w nieruchomościach spółdzielni-molochów. Wówczas rzeczywiście nastąpiłaby dekompozycja majątku spółdzielni i ucieczka od MPEC właścicieli-odbiorców ciepła, którzy po ewentualnej reformie zyskaliby prawo rzeczywistego decydowania o zarządzaniu na poziomie nieruchomości, więc mogliby np. zrezygnować z drogich usług monopolisty.

Jednak realnie biorąc prawdziwa demokratyzacja prawa spółdzielczego w obecnym układzie politycznym wydaje się niemożliwa. Przyczyna jest prozaiczna: zbyt wiele grup politycznych ma w spółdzielniach-molochach duże interesy i dochody. Grupom tym poza deklarowaniem pozorów reformy, nie zależy na uwolnieniu "blokersów", bo jak się określa "urwałoby im się koryto".

Spółdzielczość, szczególnie w realiach białostockich, daje więc potencjalnym nabywcom MPEC gwarancję rentowności i bezpieczeństwa przedsięwzięcia. W najbliższym czasie nie ma widoków na powszechne uwłaszczenie, więc interesy nowych właścicieli MPEC będą zabezpieczone.

Paradoksalnie w przypadku ewentualnych zmian w prawie spółdzielczym upadłością spółdzielni mogą być zainteresowani sami prezesi, ponieważ nie będą chcieli zostać z niczym i trafić w niebyt po pozbawieniu stanowisk i dochodów.


Wnioski:

1. Odpowiedzialny mieszkaniec Białegostoku powinien wziąć udział w referendum i głosować przeciwko sprzedaży MPEC.

2. Sprzedaż spółki wywoła nieodwracalne skutki ekonomiczne i największe szkody dla najuboższej ludności przymusowo egzystującej w blokowiskach spółdzielni-molochów.

Pin It

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Używamy cookies 🍪
Klikając przycisk "OK" wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie danych osobowych pozostawionych w czasie korzystania z serwisu SlonecznyStok.pl.