"Oko na niedzielę” odc. 205, Herezja judaizacji Kościoła.

Witam wszystkich w 6 Niedzielę Wielkiej Nocy, w naszym 205 Programie „Oko na niedzielę” 
(Rok A - 10.05.2026)

Chrześcijański syjonizm - potężny nurt protestancki w Stanach Zjednoczonych liczy przynajmniej 30 milionów wyznawców i obecnie ma ogromne wpływy polityczne, jego przedstawiciele są w rządzie tego kraju. Co ich szczególnie charakteryzuje? Wiara, iż Żydzi w sposób istotny pozostają narodem wybranym i dlatego trzeba politycznie we wszystkim wspierać państwo Izrael. Także w jego kolejnych wojnach oraz nawet w coraz bardziej wyraźnych planach zburzenia największych meczetów Jerozolimy, aby na ich miejscu postawić III Świątynię judaizmu. To może jednak wywołać totalną wojnę całego islamu przeciw Izraelowi, która może się przerodzić w III Wojnę Światową Atomową, ponieważ Izrael ma taką broń, ale muzułmański Pakistan również – i obiecuje jej użyć. Przedsmak tego, co może się stać, mamy w blokadzie cieśniny Ormuz, a także w żydowskich napadach na chrześcijan, a przede wszystkim w obecnie przeprowadzanym przez Izrael holocauście w Strefie Gazy, w którym zabito już ponad 70 tysięcy Palestyńczyków, a ponad 170 tysięcy ciężko raniono. Ponad dwie trzecie ofiar to kobiety i dzieci, które nieraz są rozstrzeliwane całymi grupami z karabinów maszynowych, co żołnierze izraelscy nazywają to „koszeniem trawy”. 70 tysięcy zabitych to ponad trzy i pół razy więcej ofiar, niż zginęło w Katyniu oraz innych miejscach sowieckich zbrodni. Taka jest skala tej masakry i to się dzieje teraz. Chrześcijańskim syjonistom to jednak specjalnie nie przeszkadza, bo wierzą, że wielkie cierpienie światowej wojny przemieni świat na lepsze.

Ich wiara, oparta szczególnie na pojedynczych biblijnych zdaniach wydartych z kontekstu, jest tak okropną mieszanką absurdów i anty-biblijnych bredni, że chrześcijański syjonizm może być słusznie nazwany jedną z najgorszych herezji naszych czasów. Ponieważ ci chrześcijanie zdecydowanie odrzucili Kościół, w swoim zagubieniu jego namiastkę obrali w Synagodze. W niejednym jest to zatem bardziej syjonizm, niż chrześcijaństwo. To jednak dobitnie pokazuje, jak bardzo umysły milionów chrześcijan mogą być strasznie i groźnie ogłupione oraz zniewolone przez judaizm – po to, aby politycznie służyły Izraelowi. I to nawet za cenę groźby ostatniej, bo atomowej, wojny światowej.

Przed podobnymi zagrożeniami musimy się jednak bronić również w Kościele katolickim. Poważnym ostrzeżeniem jest tu „list biskupów” z 12 marca, który tak powszechnie i zdecydowanie został odrzucony zarówno przez prawdopodobnie ponad 90 procent kapłanów jak i świeckich katolików. W końcu, jak się wydaje, także przez zdecydowaną większość samych biskupów, którzy w 97,5 procentach sami jednak nie poszli do synagogi. Dlaczego? Bo tak wyraźnie od razu dało się wyczuć, że za dużo jest w tym liście judaizmu, a za mało chrześcijaństwa. W taki sposób można naciągać i wyolbrzymiać teksty na temat judaizmu, tak nimi manipulując, że w rezultacie dochodzi się do sprzeczności z samym centrum nauczania Kościoła. Zapewne jest tak dlatego, że umysł jego najbardziej prawdopodobnej, głównej autorki w poważnym stopniu został już zniewolony właśnie przez judaizm.

Jak to mogło się stać? Właśnie w wyniku długoletniego, wypaczonego dialogu z judaizmem. Izraelici w takim dialogu zwykle nie ustępują w niczym nawet na milimetr, rozmowa z nimi przypomina komunikację z głośnikiem radiowym, a katolicy mimo to chcą się wykazać, pochwalić jakimś „sukcesem”. Dlatego jako osiągnięcie takiego „dialogu” nieraz prezentują swoje własne ustępstwa, własne przegrane. Mówią niejako z dumą: „patrzcie, po 10 latach dialogu oddaliśmy już 10 procent z chrześcijaństwa, po 20 latach 20 procent, po 30 latach 30 procent i tak dalej...” Zatem ich umysły są coraz bardziej zniewolone przez judaizm, jemu poddane. Dobitnym przykładem takiego wypaczonego pseudo-dialogu i jego skutków jest zwłaszcza eks-jezuita Stanisław Obirek. Ten eks-katolik po 30 latach w zakonie właśnie taki szczególnie pogłębiony dialog zakończył w ramionach żydowskiej kochanki i stał się śmiertelnym wrogiem Kościoła oraz wielkim apologetą judaizmu. Wielkie ostrzeżenie, jak nie prowadzić takiego dialogu.

Jednak dialogować z Żydami, a zarazem nic im nie mówić o Chrystusie, to podobnie, jak dialogować z ateistami, a zarazem nic im nie mówić o Bogu. Po co? To jest jakaś zdrada prawdy oraz najwyższych wartości. To już lepiej ograniczyć się do samej rozmowy na temat budowy szkół, dróg, szpitali i całego wspólnego państwa.

Przecież Wcielenie Boga i Pascha oraz dzieło zbawcze Jezusa Chrystusa to najważniejsze wydarzenia od samego Stworzenia świata. Przecież Trójca Przenajświętsza, o której dzisiaj znowu słyszymy w Ewangelii, to Wspólnota Miłości Boskich Osób, a zarazem Byt nieskończony. Źródło, zawsze żywy Fundament i Cel Ostateczny całego naszego istnienia. Przecież Łaska to przyjście samego Boga do naszych serc. To jest najgłębsza, absolutna rzeczywistość bytu. To są najważniejsze prawdy, które powinny być w centrum każdego katolickiego dialogu. One przenigdy nie mogą być ciągle przemilczane i pomijane. Inaczej katolicy zdradzają Boga i zdradzają samych siebie. Nic dziwnego, że taka zdrada prowadzi szybko do zniewolenia ich umysłów czy to przez ateizm, czy to przez ideologię, czy to przez judaizm – jak u nieszczęsnego eks-kapłana Obirka. Przecież coś musi zająć miejsce tego, co sami najpierw zdradzili. A do tego musi dojść, jeśli w takim pseudo-dialogu katolicy ciągle zachowują się jak potulne króliczki, które mogą być łajane, straszone i przeganiane w dowolną stronę. Jak jakieś istoty bezmyślne i bezwolne, które nie potrafią rozumować i argumentować, które nie potrafią bronić i głosić nawet samego centrum swojej wiary, samego Jezusa Chrystusa, samej Trójcy Przenajświętszej.

Wtedy też tacy coraz bardziej tylko pseudo-katolicy wpadają w pierwotną herezję przeceniania judaizmu – judaizowanie. A ta groźna i pierwsza, jaka się pojawiła, herezja już prawie przed dwoma tysiącami lat została zdecydowanie odrzucona i potępiona przez św. Pawła Apostoła oraz przez cały pierwszy Sobór Kościoła, Sobór Jerozolimski. Ten Sobór zasadniczo został zwołany właśnie po, aby potępić tę herezję, to był jego główny temat. Ta herezja była też jakoś zrozumiała, ponieważ chrześcijanie pochodzenia żydowskiego w naturalny sposób chcieli zachować jak najwięcej ze swojej izraelskiej kultury, w której urodzili się i wyrośli. Byli przy tym nieraz niesamowicie brutalni szczególnie prześladując św. Pawła Apostoła. Jednak, jak się okazało, chcieli za dużo – podobnie, jak za dużo chcą dzisiejszy judaizujący w Kościele. Bo pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem nie ma tylko jakiejś niewielkiej „różnicy teologicznej”, ale jest cała, prawdziwa przepaść metafizyczna bez dna - polegająca na Wcieleniu Samego Boga oraz jego Dziełach. Wobec tego Działania Absolutu cały judaizm przed i po Chrystusie jest czymś drugorzędnym. Zaprzeczanie temu w jakimś bełkotliwym dialogu łatwo może oznaczać nawet bluźnierstwo oraz apostazję.

Dobrze jest znać judaizm jako przygotowanie, ale nie wolno tej wiedzy przeceniać. Dużo mniej przydatny jest natomiast judaizm po Jezusie, który został przecież zbudowany na fundamentalnej i organicznej wrogości wobec Niego samego i wobec całego chrześcijaństwa. To jest niejako jego DNA. I czego mamy się od niego uczyć? Nienawiści do chrześcijaństwa? Jak to widzieliśmy w ostatnich dniach: izraelski żołnierz olbrzymim młotem rozwalający głowę ukrzyżowanego Chrystusa; inny żołnierz wkłada papierosa w usta figury Matki Bożej, a pozostali żołnierze cieszą się z tego i to filmują. Świecki Żyd na ulicy Jerozolimy napada z tyłu i przewraca na bruk siostrę zakonną, a potem z całej siły wielokrotnie kopie leżącą już kobietę; a sam premier tego kraju bluźni Chrystusowi. To nie przypadek, to opadnięcie na chwilę masek pozornej uprzejmości i pokazanie, jak u szeregu z nich wiele jest pogardy i nienawiści do chrześcijan. Bo tak są wychowani, bo tego od prawie dwóch tysięcy lat uczy ich „święty” Talmud. Tak nieraz wygląda „dialog” z ich strony. Jakże naiwni albo zaślepieni są katolicy, którzy wierzą im bezkrytycznie! Dlatego przecenianie judaizmu oznacza niejako automatyczne niesamowite niedocenianie i poniżanie samego chrześcijaństwa – widoczne choćby w liście z 12 marca.
Jeżeli będziemy badać gniazdo orłów, jego zawartość, w tym szczególnie rozbite skorupy jaj, to czegoś o orłach się dowiemy. Ale jednak nie za dużo. Zdecydowanie o wiele więcej, kiedy poznamy same orły, kiedy zobaczymy jak latają, jak polują, jak szybują i jak wzbijają się w stronę słońca. A takim Orłem jest sam nasz Pan i Zbawca - Jezus Chrystus. Przenigdy nie wolno Go zdradzić i poniżać dla jakiegoś „pseudo-dialogu”. Manipulując przy tym nauczaniem Kościoła.

Dlatego już pierwsi chrześcijanie, którzy zwykle prawie nic nie wiedzieli o judaizmie (i według Soboru Jerozolimskiego nie potrzebowali specjalnie wiele wiedzieć) dla Chrystusa potrafili tysiącami iść na męczeństwo. Tak samo miliony współczesnych męczenników. Podobnie św. Franciszek z Asyżu, św. Ojciec Pio, św. Maksymilian Maria Kolbe, św. Matka Teresa z Kalkuty, św. siostra Faustyna nie studiowali osobno judaizmu, a zostali największymi świętymi.

Bo najważniejsze, najbardziej fundamentalne, najbardziej centralne jest Wcielenie Słowa Bożego, dzieło Zbawienia, jest Trójca Przenajświętsza, jest Łaska. Najważniejsze jest całkowite oddanie się im i wierność na każdy dzień. Najważniejsze jest wieczne zbawienie. Wszystko inne jest tylko pochodną, konsekwencją lub dodatkiem. Jest drugo-, trzecio- lub dziesięcio-rzędne. Podobnie, jak i cały judaizm. 

Amen.

 

Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2

Używamy cookies
Klikając przycisk "OK" wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie danych osobowych pozostawionych w czasie korzystania z serwisu SlonecznyStok.pl.