"Idźcie przez życie z uśmiechem na twarzy, a wtedy i Was los przyjaźnią obdarzy. Zawsze podawajcie dłoń w potrzebie, przyjacielowi dajcie całego siebie"

Jeśli ktoś czytał "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya lub "W księżycową jasną noc" Williama Whartona i wzruszył się natchnionymi fragmentami, powinien też sięgnąć po "Marzenia są dla wszystkich" Ewy Waszkiewicz.

Z prawdziwą przyjemnością publikujemy jej opowiadanie dla dzieci: ciepłe, pełne miłości i bezinteresownego dobra.

Przekaz autorki wzrusza prostotą i siłą uczuć, odwołuje się do zakodowanego w każdym człowieku dobra, które dziś jest szczególnie silnie zagłuszane i wyśmiewane przez wszechobecne demoniczne zło, z ogromną mocą atakujące, szczególnie tych, którzy się upominają o dobro i którzy występują w obronie drugiego człowieka.

Tak jak w "Małym Księciu", Ewa Waszkiewicz inspiruje by lepiej widzieć sercem, bo najważniejsze i najpiękniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Jej przesłanie, choć adresowane do dzieci, jest przypomnieniem dla dorosłych, że wciąż istnieje przyjaźń, dobro i piękno i myśl o tym nam wszystkim powinna dodawać otuchy i odwagi w tych trudnych czasach próby.

MARZENIA SĄ DLA WSZYSTKICH


Autor: Ewa Waszkiewicz

 

W maleńkim domku na wsi mieszkałam, 
z mamą i tatą. Pieska też miałam.
W pięknym ogródku oczko wodne taty,
a w nim drzewa, motyle i kolorowe kwiaty.

Za domem był pachnący las, 
bardzo lubiłam spędzać w nim czas. 
A tuż za lasem chatka mała.
Chętnie bym Was tam zabrała!

Pani Ania w niej kiedyś mieszkała, 
co bardzo dobre serce miała, 
stare, bardzo zmęczone oczy,
siwe włosy i uśmiech uroczy.

Pewnego dnia już nic nie mówiła, 
zimne dłonie kocem okryła
i nadszedł bardzo smutny czas,
na zawsze pożegnała nas.

Zwierzęta leśne za nią tęskniły,
także kwiaty w ogrodzie jakieś smutne były, 
lecz ona o nich nie zapomniała,
wysoko z nieba ich doglądała.

Byłam szczęśliwa z mamą i tatą, 
a także z moją Trusią kudłatą,
lecz czułam, że kogoś mi brakuje, 
kogoś, kto ze mną świat zawojuje.

Zabawek miałam naprawdę dużo, 
w tym śliczną lalkę w opasce z różą.
Jednak o przyjaciółce marzyłam, 
w jej istnienie bardzo wierzyłam.

Mogłabym z nią świat odkrywać, 
swoje skarby jej pokazywać.
Z nią się śmiać i przy niej płakać, 
po kałużach razem skakać.

Pewnego razu w ciepłą sobotę 
na spacer miałam wielką ochotę,
więc z pieskiem Trusią poszłam w las. 
Ona też lubi spędzać tam czas!

Śmiechu było co niemiara, 
bo Trusia to taka rozrabiara. 
Ganiała ptaszki i wiewiórki, 
obiegła wszystkie leśne górki.

Do domu wracałyśmy nieco zmęczone,
za to bardzo rozbawione. 
Ujrzałam wtedy domek znajomy, 
w oknie poruszyły się zasłony.

Zaciekawiona podeszłam blisko,
niechcący weszłam w duże mrowisko. 
W oknie dostrzegłam postać niedużą, 
z wielkimi oczami i okrągłą buzią.

Z początku trochę się wystraszyłam, 
jednak zawsze ciekawska byłam,
więc do drzwi zapukałam cichutko.
Ktoś je otworzył w miarę szybciutko.

Ujrzałam dziewczynkę. Trochę skryta była. 
Wrażenie nieśmiałej na mnie zrobiła.
Zwróciłam uwagę na to, że chora była,
miała niesprawne nóżki, na wózku jeździła.

Minęła dłuższa chwila, nim się odezwała:
– Witaj, jestem Alusia – cicho powiedziała. I dodała: 
– Mieszkam tu od tygodnia, razem z rodzicami
 i z wielką ochotą zapoznam się z wami.

– Ja jestem Hania, a to jest Trusia. 
– Uwielbiam pieski – odrzekła Alusia.
– Wspaniale! Więc może czasami
wybierzesz się na spacer wspólnie z nami?

– Chętnie, Haniu. Bardzo ci dziękuję,
lecz jak widzisz, pomocy Twojej potrzebuję.
– Trusia i ja chętnie pomożemy,
nasz las i okolice z ochotą pokażemy.

– Do zobaczenia, Alusiu, do domu już wracamy, 
na pewno niedługo znowu się spotkamy!
– Do zobaczenia, Haniu, będę czekała! 
I tu się zaczyna przygoda cała…

Do domu wróciłam bardzo wesoła. 
Słyszę, jak mama od progu głośno woła:
– Haniu, martwiłam się, długo Cię nie było! 
– Opowiem Ci, mamusiu, co się wydarzyło.

– Pamiętasz chatkę, gdzie mieszkała pani Ania? 
Już nie jest pusta. Alusia w niej zamieszkała! 
– To wspaniale, Haniu – mama odpowiedziała.
– Cieszę się, że będziesz koleżankę miała.

Po kilku dniach odwiedziłam Alusię, 
poznałam jej tatę i mamusię.
Oboje byli bardzo mili,
plackiem dyniowym mnie ugościli.

Pięknie im za to podziękowałam, 
potem Alę na spacer zabrałam.
Chciałam pokazać jej okolice, 
no i pragnęli ją poznać moi rodzice.

Czas nam upływał bardzo wesoło. 
Szumiące drzewa słychać było wkoło.
Czułyśmy, jak cudowny aromat kwiatów się roztacza. 
W oddali słyszałyśmy jeszcze terkot derkacza.

W pewnej chwili Ala posmutniała, 
wyraźnie jakieś zmartwienie miała.
Spuściła wzrok, za rękę mnie chwyciła 
– Haniu! Ja już nigdy nie będę chodziła…

– Nigdy nie pobiegam z Tobą po lesie, 
mój wózek w góry mnie nie poniesie. 
Nie będę z Tobą po kałużach skakała. 
Chcę, żebyś o tym wszystkim wiedziała.

– Dla mnie, Alu, to żadna przeszkoda.
i czuję, że czeka nas niejedna super przygoda.
Pozwól, że się Tobą zaopiekuję. 
Pomysłów na nudę mi nie brakuje.

– Chodźmy już. Pyszna herbata na nas czeka. 
Mój domek z ogródkiem widać z daleka.
Mama, tata i kudłata Trusia
też chcą wiedzieć, kim jest Alusia.

Moi rodzice Alę ciepło powitali,
z pyszną szarlotką na nas czekali.
Czas na rozmowach tak szybko przeminął, 
że mrok za oknem swe skrzydła rozwinął.

– Tak bardzo się cieszę, że poznałam Hanię – 
powiedziała Alusia na pożegnanie.
– Czułam się u was wyśmienicie,
odwiedzę was jeszcze, jeśli pozwolicie.

– Oczywiście, Alu, serdecznie zapraszamy! 
Chętnie też Twoich rodziców poznamy. 
Zrobiło się ciemno, nie możesz wracać sama. 
– Odwiozę Cię autem – powiedziała mama.

Mijały kolejne dni i tygodnie,
przy Ali czułam się bardzo swobodnie. 
Wiedziałam, że to właśnie ona,
moja przyjaciółka, ta wymarzona.

Z czasem Ala bardzo mi zaufała 
i swoje sekrety powierzała.
Niejedną łzę z jej oka otarłam, 
a czasami dobrą radą wsparłam.

– Powiedz mi, Alu, jakie masz marzenia. 
– Nieważne, Haniu, nie są do spełnienia. 
– Nie można tak łatwo za wygraną dawać,
trzeba iść za pragnieniami i się nie poddawać!

– Chciałabym kiedyś na scenie zagrać rolę. 
Nawet zupełnie malutką się zadowolę!
Marzę też, by poznać tańca tajniki, 
wirować i pląsać w rytmie muzyki.

– Wszystko, Alu, jeszcze przed Tobą! 
Jesteś naprawdę wspaniałą osobą!
Czeka nas przygód wspólnych wiele,
ty, ja, z kudłatą Trusią na czele.

– Teraz chodźmy na obiad, przed nami kawał drogi. 
Mama przygotowała dziś dla nas pierogi.
Potem czeka na Ciebie niespodzianka miła, 
chcę, by na Tobie duże wrażenie zrobiła.

Szłyśmy spacerkiem, rozmawiając miło. 
Nagle za brzozą coś się poruszyło.
Podeszłyśmy bliżej, nawet całkiem blisko. 
Coś leżało na ziemi. Pochyliłam się nisko.

– Alu, to chyba wilga, tak mi się wydaje. 
Po kolorze piórek ją poznaję.
Ma chore skrzydełko i latać nie może. 
Weźmy ją do domu, tata jej pomoże.

Ala delikatnie w dłonie ją ujęła. 
Ptaszynka tylko delikatnie drgnęła.
– Szczęściara, takie imię jej damy.
A teraz idziemy po pomoc do taty i mamy.

Tata Szczęściarę natychmiast ogrzał, 
potem na chore skrzydełko spojrzał. 
– Teraz z pudełka domek ci zrobimy, 
a żeby było mięciutko, watą wyścielimy.

– Za klika tygodni będziesz zdrowa, 
do fruwania po niebie gotowa. 
Teraz odpoczywaj sobie maleńka, 
byś szybko była zdrowiuteńka.

Zapach pierogów w domu się unosił. 
Tata nas obie do stołu zaprosił.
Talerze szybko opustoszały,
bo pierogi bardzo nam smakowały.

– Teraz, Alu, czas na niespodziankę. 
Poznaj proszę Panią Jankę.
Prowadzi teatrzyk w mojej szkole.
Myślę, że znajdzie dla ciebie rolę.

– Zaprosiliśmy ją do nas, by Cię poznała. 
– Witaj, Alu! Hania o Tobie opowiadała. 
Wiem, że marzysz, by wystąpić na scenie. 
Spróbuję spełnić to Twoje marzenie.

– Nie będzie to Alu rola mała, 
chcę, byś główną postać zagrała.
Czy jesteś gotowa na takie wyzwanie?
– Nie wiem, co powiedzieć. Czy zasługuję na nie?

– Do Ciebie należą Twoje marzenia!
Od Ciebie zależy, czy chcesz ich spełnienia!
Kto szczerze i mocno w coś wierzy,
dostaje to, co mu się należy!

– Masz wielkie serce, pełne miłości. 
I tym wzruszymy naszych gości.
Więc uwierz swojej przyjaciółce,
bo będziesz główną aktorką w mojej szkółce.

Uśmiech z buzi Ali tego dnia nie znikał. 
Wszystko wpisała do swojego pamiętnika.
Tam swe najskrytsze marzenia chowała. 
„Będę aktorką!” w nim dopisała.

Dni nam mijały na próbach wielu. 
Chciałam Alicji pomóc dojść do celu.
W zamian dostałam zaproszenie
dla gości specjalnych, przy samej scenie.

Nadszedł ten ważny dla nas czas. 
Wierzyłam, że Ala zachwyci nas.
Wtem… gong, cisza, kurtyna, scena…
To, co ujrzałam…. było nie do uwierzenia!

Dotąd bardzo nieśmiała Ala
jak zawodowiec na scenie grała! 
Jej sukces był naprawdę pewny. 
Zagrała rolę Śpiącej Królewny.

Fleszy, braw, kwiatów było wiele.
I nasza dumna Alusia na czele.
Łezka szczęścia spłynęła jej po policzku ukradkiem,
gdy dostrzegła wśród gości swoją babcię z dziadkiem.

Dziadkowie Alę uścisnęli 
i obie nas na lody wzięli.
– Byłaś kochanie doskonała!
Cała publiczność z zachwytu wstała!

I długo jeszcze o Ali występie-przeboju
rozmawiałyśmy obie w moim pokoju.
– Haniu, nie mogę uwierzyć w to, co się stało. 
To dzięki Tobie wszystko się udało!

– Tylko losowi wdzięczna być mogę,
że mogłaś wejść przypadkiem na moją drogę. 
Ach, chyba nie zasnę tej nocy z wrażenia! 
Jednak spełniają się nasze marzenia!

Beztroskie dni szybko mijały.
Kolejne przygody drzwi otwierały.
A ja i Ala pełnymi garściami
czerpałyśmy z nich radość dniami i nocami.

Raz przy pięknej, słonecznej pogodzie 
odpoczywałyśmy obie w ogrodzie.
Nagle zawołał nas głośno tata:
– Dziewczynki! Szczęściara znowu lata!

Po chwili ptaszyna już w ogrodzie była, 
przechyliła łebek i na nas popatrzyła.
Jej żółte skrzydełka zaczęły falować.
Tak jakby chciała nam podziękować. 

Zaraz potem piękny koncert dała.
W ten sposób za życie nam podziękowała. 
Po chwili frunęła wysoko po niebie.
Leć, Szczęściaro, ale uważaj na siebie!

Wielkimi krokami zbliżała się chwila, 
która dla mnie bardzo ważna była. 
To dziewiąte urodziny kochanej Ali. 
Chciałam, by wszyscy je zapamiętali.

Tej nocy bardzo krótko spałam,
ponieważ nad prezentem dla Ali myślałam. 
Impreza musi być wyjątkowa,
chciałam, by Ala poczuła się jak królowa.

Przygotuję dla niej dużą niespodziankę, 
zaproszę mnóstwo gości, także panią Jankę. 
Będą balony, tańce i tort wspaniały,
by piękne wspomnienia jej pozostały.

Może spełnię kolejne jej marzenie? 
Myślę, że zrobi to na niej duże wrażenie! 
Ala chciała poznać tańca tajniki,
wirować i tańczyć w rytmie muzyki.

Rozmawiałam jeszcze z rodzicami Ali.
Pomóc we wszystkim mi obiecali.
Już wkrótce zaczęliśmy przygotowania. 
Wielu zgłosiło się chętnych do pomagania.

Wszyscy mieli wiele do zrobienia. 
Ja na przykład wykonałam piękne zaproszenia. 
Tata Ali do miasteczka pojechał,
by znaleźć szkołę tańca. Zanim ją znalazł, wiele mil przejechał.

Niebawem wszystko mieliśmy gotowe. 
W szafie wisiały już stroje wyjściowe. 
Teraz pozostało cierpliwie poczekać.
Reakcji Ali nie mogłam się doczekać.

W dniu swoich urodzin Ala rano wstała. 
Naszej niespodzianki w ogóle się nie spodziewała. 
Rodzice nic jej wcześniej nie mówili,
do samego finału tajemnicy nie zdradzili.

Goście niecierpliwie na Jubilatkę czekali. 
Nagle Hania krzyknęła: – Już są, przyjechali!
– Gdzie jesteśmy, mamo? – Ala zapytała, 
bo opaskę na oczach zawiązaną miała.

Muzyka z głośników cicho rozbrzmiewała, 
gdy Ala wózkiem na parkiet wjeżdżała.
Hania opaskę z oczu jej zdjęła, 
swoją przyjaciółkę mocno uścisnęła.

Ala ze zdumienia nic nie powiedziała. 
Tylko do zebranych gości ręką pomachała. 
Wszyscy po kolei prezenty jej wręczali.
Także gromkie „Sto lat” wspólnie odśpiewali.

Tato Ali poprosił o zagranie walca.
– Czy mogę cię poprosić córeczko do tańca?
– Ależ tato, nie umiem, jak sobie poradzę?
– Niczym się nie martw! Ja Cię poprowadzę!

Tato chwycił za rączkę wózka Ali.
Po chwili w tańcu już wirowali. 
Wszyscy ich występem zachwyceni byli. 
Ciasnym kołem ich otoczyli.

I tak do wieczora zabawa trwała. 
Ala parkietu nie opuszczała.
Przyszła pora na tort wspaniały. 
Na nim pięknie świeczki jaśniały.

Ala oczy zamknęła, życzenie pomyślała, 
świeczki zdmuchnęła i tak powiedziała: 
– Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna, 
zabawa z Wami była cudowna.

Podeszła do Ali Pani Janka
To ode mnie dla ciebie mała niespodzianka. 
W kopercie Ala znalazła zaproszenie.
Hura! Tak się cieszę! Znów zagram na scenie!

Radość Ali końca nie miała, 
przez cały czas się uśmiechała. 

Goście też mieli wesołe miny.
Tak minęły Ali huczne urodziny. 

Nadeszło lato, a z nim wakacje.
Przed nami rozmaite nowe atrakcje.
Czekałam na to, co tym razem się wydarzy,
czym niezapomnianym los mnie znów obdarzy.

Wkrótce usłyszałam: – Walizki pakujemy,
nad nasze piękne morze jedziemy! 
– Mamo, czy Ala też wyruszy z nami? 
– Oczywiście, Haniu. Razem ze swoimi rodzicami.

Pobiegłam z Trusią co sił do Ali. 
Ala i jej rodzice już się pakowali.
– Haniu! Wiem o wszystkim! Nad morze jedziemy!
Na plaży zamki z piasku pobudujemy.

Zbudujemy zamek, statkiem popłyniemy, 
po sopockim molo pospacerujemy.
Wieczorami czeka na nas: ognisko, kiełbaski, muzyka 
i głośne śpiewanie w rytmie walczyka.

– Gotowi do drogi?– mama zapytała.
Trusia, by potwierdzić, głośno zaszczekała. 
– Długa podróż przed nami, więc ruszajmy. 
I wszyscy razem „Panie szofer gazu” zaśpiewajmy.

Podróż była dla nas nieco męcząca,
Późną nocą dobiegła końca.
Gdy tylko panowie bagaże wypakowali.
Wszyscy na odpoczynek  się udali.

Od rana było już bardzo słonecznie,
więc na plażę chciałyśmy pójść koniecznie. 
Śniadanie zjadłyśmy z ochotą. 
Plaża była blisko, poszłyśmy piechotą.

Za chwilę rodzice do nas dołączyli, 
koce na złotym piasku rozłożyli.
Tata Alę na kocu wygodnie posadził. 
– Posmarujcie się kremem – jeszcze nam poradził.

Słońce promieni nie żałowało
z chwili na chwilę coraz mocniej grzało. 
Obawa, że się spieczemy, była,
mama duży parasol rozłożyła.

Hania z plecaka łopatki wyjęła.
Zbudujemy zamek, bierzemy się do dzieła. 
Musi być duży, piękny, wyjątkowy,
taki przynajmniej czteropiętrowy!

Dziewczynki do pracy się zabrały. 
Tak budowały, że aż zgłodniały. 
Mamusie o wszystkim pomyślały 
i pyszne kanapki na plażę zabrały.

– Zrobiło się późno– mama powiedziała.
Na twarzach dziewczynek grymas ujrzała. 
Jutro wszyscy na plażę wrócimy,
razem budowę zamku dokończymy.

– A wkoło fosę wykopiemy może…
Myślę, że Trusia nam w tym pomoże. 
To będzie dla niej miłe zadanie,
bo Trusia uwielbia dołków kopanie.

Spodobał nam się pomysł mamy.
Do jutra cierpliwie zaczekamy.
Wróciliśmy do domu, i na wieczór miły
rodzice ognisko rozpalili.

Były rozmowy, śmiech, wspomnienia
i pyszne kiełbaski do zjedzenia.
Niebawem zmęczone zapadłyśmy w sen, 
by jutro przywitać nowy dzień.

Gdy otworzyłam oczy, Ala jeszcze spała, 
po chwili się zbudziła i powiedziała:
– Śniło mi się, że byłam w górach wysoko.
I uśmiechnęła się do mnie szeroko.

– Kto wie, Alu? Może jest Ci to pisane,
kiedyś zdobędziesz wszystkie szczyty znane. 
Teraz już chodźmy, rodzice czekają,
zamek z nami budować dzisiaj zamierzają.

Dotarliśmy na plażę w miejsce znajome. 
Na szczęście nasze dzieło było nienaruszone.
Każdy pomysłów na budowlę miał wiele, 
z naszą kudłatą Trusią na czele.

Gdy zamek był już prawie gotowy, 
przyszedł nam fajny pomysł do głowy. 
Przy wejściu na plażę widziałyśmy ogłoszenie:
„Za najpiękniejszy zamek otrzymasz wyróżnienie”.

Można było wygrać na koncert bilety 
znanej, wspaniałej artystki, Violetty. 
Może mamy szansę? Może nam się uda? 
Chociaż inni także budowali cuda…

Rodzice i Trusia na medal się spisali,
pomogli nam bardzo, tak jak obiecali.
Teraz zamek jest już gotowy,
taki duży, piękny i wyjątkowy!

Przyszła Pani fotograf i zdjęcie zamku zrobiła. 
Potem na specjalnej tablicy je powiesiła.
Fotografia kilka godzin na tablicy pozostanie, 
potem odbędzie się narada i zwycięzca ogłoszony zostanie.

Wszyscy niecierpliwie na werdykt czekali, 
pomagali szczęściu, mocno kciuki zaciskali.
– Nim się dowiemy, kto bilety zdobędzie, 
zabieram Was na ryby. Wspaniale będzie!

Na kutrze może być niebezpiecznie, 
należy kapoki ubrać koniecznie.
Były wielkie fale i nieco bujało.
Trochę nam w brzuchach się przewracało.

Połów był zdecydowanie udany,
obiad rybny na jutro mamy murowany.
– Tatusiu, wracajmy! Za chwilę zwycięzcy ogłoszenie. 
Dotarliśmy w porę, jury jest już na scenie.

– Zacznijmy werdykt od miejsca trzeciego, 
niemniej jednak zaszczytnego.
Zajmują je wspólnie Adaś i Frania, 
drugie z kolei miejsce zdobyli Krzyś i Ania.

– Pierwsze miejsce… Uwaga! Ala i Hania! 
Kierujemy do was nasze słowa uznania! 
Wasz zamek jest naprawdę doskonały, 
o najmniejsze szczegóły dziewczynki zadbały!

Wszyscy nam szczerze gratulowali,
pracę naszą podziwiali.
Bilety na koncert Pani nam wręczyła
i tak jak my szczęśliwa była.

Koncert Violetty za dwa dni się odbędzie, 
mamy nadzieję, że cudownie będzie.
Wszyscy zasłużyli dzisiaj na lody. 
Zjemy je chętnie dla ochłody.

Trusi za pomoc też się odwdzięczymy, 
nową, śliczną obrożę kupimy.
Dzień pełen wrażeń zakończył się miło, 
spacerem po molo… ileż ludzi tam było!

– Alu, jutro koncert, doczekać się nie mogę. 
Po obiedzie wszyscy wyruszamy w drogę. 
Violetta wystąpi w Gdańsku na stadionie. 
Z emocji ściska mnie gdzieś w przeponie.

Występ za chwilę się odbędzie. 
Mamy miejsca w pierwszym rzędzie. 
Tłum ludzi wywarł na nas wrażenie.
– Haniu, patrz! Violetta jest już na scenie!

Było bardzo głośno, flesze błyskały, 
szaleństwo i radość stadion wypełniały. 
Wspólne śpiewanie do późna trwało, 
oklasków i zachwytów było niemało.

Naszej radości opisać nie potrafię.
Mamy z Violettą wspólną fotografię,
a na niej autograf najprawdziwszy.
Ten wieczór nie mógł być szczęśliwszy.

W drodze powrotnej do Sopotu
nie spodziewaliśmy się kłopotu.
Jednak auto stanęło i jechać nie chciało. 
Powietrze z opony mu uleciało.

Po chwili mój tata i tata Ali
koło w aucie wymieniali.
Dalej bez przygód już się obyło,
do hotelu dotarliśmy, gdy późno już się zrobiło.

Ta noc była zabawna, nawet się uśmiałam,
jak Ala przez sen śpiewała. Słyszałam. 
Po krótkiej chwili i ja usnęłam.
Nagle coś usłyszałam, szybko się ocknęłam.

Spojrzałam na Alę. Jakaś dziwna była, 
mocno rozpalona, chyba majaczyła. 
– Alu, co Ci jest? – głośno wykrzyczałam. 
Bardzo się wtedy o Nią bałam.

Natychmiast pobiegłam po rodziców Ali. 
Była późna noc. Oboje już spali.
Krzyknęłam, że Ala jest chyba chora, 
że trzeba zadzwonić po doktora.

Mama w jednej chwili karetkę wezwała.
Na szczęście pani doktor szybko przyjechała. 
Dokładnie Alusię osłuchała.
– Jej płuca są chore – powiedziała.

– Czy ona wyzdrowieje? Proszę mi powiedzieć. 
Jest moją przyjaciółką, ja muszę to wiedzieć! 
– Wyzdrowieje, Haniu, musisz być cierpliwa.
Teraz jest jej potrzebna opieka troskliwa.

Pani doktor zabrała Alę do szpitala. 
Tam właśnie dobrą opiekę będzie miała.
Tej nocy już nie spałam, w poduszkę płakałam, 
tak bardzo o Ali zdrowie się bałam.

Mamusia długo mnie pocieszała:
– Pojedziemy do Ali rano, jeśli będziesz chciała. 
Dzięki tobie do szpitala w porę trafiła.
I mocno mnie do siebie przytuliła.

Nazajutrz rano w klinice już byłam,
na nasze spotkanie szczerze się cieszyłam. 
Bardzo cichutko weszłam na salę,
na łóżku ujrzałam śpiącą jeszcze Alę.

– Jestem tu, Alu, chcę, żebyś wiedziała, 
i marzę już o tym, byś wyzdrowiała.
Będę ciebie tutaj codziennie odwiedzała,
i o wszystkim, co zechcesz, z tobą rozmawiała.

Ala z wielkim trudem oczy otworzyła. 
Widziałam, że jeszcze bardzo słaba była,
jednak spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
– Nic nie mów, Alu, chcę, byś odpoczęła.

Silna dziewczyna ta nasza Ala,
z dnia na dzień zdrowie odzyskiwała. 
Niedługo do domu Cię zabierzemy, 
do naszej małej wsi pojedziemy.

– Cieszę się, Haniu,i czekam cierpliwie. 
Weszła pani doktor, spojrzała życzliwie. 
– Chyba czas wracać do domu, Alu.
Dosyć już tego leżenia w szpitalu!

– To znaczy, że jestem już zupełnie zdrowa?
– Zupełnie. I na całkiem nowe przygody gotowa!
– Hura, Haniu! Do domu jedziemy.
Wszystkim za opiekę bardzo dziękujemy.

– Nie ma za co, Alu, tylko dbaj o siebie! 
Widzę, że Hania troszczy się o Ciebie. 
– Hania jest dla mnie wyjątkową osobą, 
przy niej czuję się naprawdę sobą.

– Ona mi pokazała, że trzeba mieć marzenia, 
że trzeba dążyć do ich spełnienia.
Jej nie przeszkadza mój wózek duży. 
Przy niej nie boję się nawet burzy!

– To wspaniale, Alu, cieszę się razem z Tobą. 
Dbajcie o tę przyjaźń. Ona jest życia ozdobą. 
Zdaje się, że rodzice już na was czekają, 
zabrać was do domu wielką ochotę mają.

– Gotowe do drogi? – rodzice spytali,
chociaż odpowiedź naszą doskonale znali. 
Wyruszamy do domu, na wieś, którą lubimy. 
Żegnaj piękne morze, kiedyś tu wrócimy.

W oddali już było widać nasz las,
to w nim najczęściej spędzałyśmy czas.
I Trusia znajome strony poznała, 
ogonem w prawo i w lewo pomachała.

– Nie ma to jak w domu– mama powiedziała.
Tej nocy jak suseł będę spała. 
– Do nocy jeszcze dużo czasu.
Haniu, może pojedziemy na spacer do lasu?

Trusi propozycja też się spodobała 
swoją nową, piękną obrożę podała. 
– Możemy, Mamo? Bardzo Cię prosimy! 
Po drodze nad staw do kaczek zajrzymy.

– Dobrze, idźcie i uważajcie na siebie.
Weźcie parasol, bo chmurzy się na niebie. 
– Będziemy ostrożne i niedługo wrócimy.
Weźmiemy trochę chleba, kaczki nakarmimy.

Na spacerze było nam bardzo miło 
i wszystko takie znajome było,
lecz tak jak mama przewidziała,
czarna chmura nad nami wisiała.

– Zawiozę Cię Alu do domu, nim obie zmokniemy. 
Przeziębić się przecież nie możemy.
Czeka Cię występ w szkole Pani Janki.
Jestem ciekawa tej twojej „roli niespodzianki”.

Pani Janka czekała w szkółce od rana.
– Jak myślisz, kogo zagrasz, Alu kochana?
Podpowiem Ci, że nie będzie to trudne dla ciebie. 
Zagrasz przyjaciółkę Hani, zagrasz po prostu siebie.

– Czy to znaczy, że wystąpimy obie na scenie?
– Tak, Haniu. Takie jest moje marzenie.
– Wasza przyjaźń jest tak wyjątkowa,
że nie można jej przed światem chować.

– Niech każdy człowiek i duży i mały
wie, że w przyjaźni nie istnieją podziały, 
że nieważne jest, czy masz rękę czy nie,
czy nogę jedną masz czy też dwie.

– Pokażecie, że przyjaźń to piękna rzecz, 
że przyjaciela zawsze warto mieć,
że o przyjaciela trzeba także dbać
i dać coś od siebie, a nie tylko brać.

– Gdy pierwszy dzień roku szkolnego nadejdzie, 
wtedy wasz występ się odbędzie.
– To była ważna chwila, wielkie wydarzenie, 
gdy razem z Alą grałyśmy na scenie.

– Pokazałyśmy, że słabszym należy pomagać, 
bo oni z wielkimi trudnościami muszą się zmagać, 
że chore dzieci też mają marzenia,
że trzeba im pomóc w drodze do ich spełnienia…


– Idźcie przez życie z uśmiechem na twarzy, 
a wtedy i Was los przyjaźnią obdarzy.
Zawsze podawajcie dłoń w potrzebie, 
przyjacielowi dajcie całego siebie.

Możecie wierzyć mi lub też nie, 
do dzisiaj z Alą przyjaźnię się.
O naszych wspólnych przygodach wielu
kiedyś Ci jeszcze opowiem, drogi przyjacielu!

 

Używamy cookies
Klikając przycisk "OK" wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie danych osobowych pozostawionych w czasie korzystania z serwisu SlonecznyStok.pl.