24
N, Paź

Czy Gazeta Wyborcza i organizacje żydowskie zaatakują za "Jasne koszule..."?

Do sprzedaży trafiła najnowsza książka dra Marka Czarniawskiego pt. „Jasne koszule na jarmarku. Stronnictwo Narodowe w województwie białostockim w walce o stragan i warsztat”.

"Jasne koszule...." to ważna publikacja cenionego białostockiego historyka dra Marka Czarniawskiego. Autor dotarł do nieznanych i dotąd niepublikowanych materiałów i źródeł dotyczących działalności organizacji narodowych na Białostocczyźnie. Dostarcza czytelnikom ważnej wiedzy o stosunkach polsko-żydowskich w wymiarze społeczno-gospodarczym, ocenia rządy sanacji oraz wpływ mniejszości żydowskiej na funkcjonowanie II RP.

Będąca pierwszą częścią trylogii publikacja "Jasne koszule..." wprowadza i przygotowuje do lepszego zrozumienia m.in. przyczyn żydowskiej kolaboracji z NKWD po sowieckiej agresji na Polskę oraz późniejszego kadrowego zasilania struktur MBP i instalowania stalinowskiego aparatu represji po 1945 roku.

Fakty i wydarzenia przedstawione w "Jasnych koszulach..." skłaniają czytelnika do zwrócenia uwagi na duże podobieństwo sytuacji społeczno-politycznej i problemów II RP ze współczesnością. Książka stanowi też cenne uzupełnienie przekazu z filmu Wojciecha Sumlińskiego pt. "Powrót do Jedwabnego".

Zobacz film "Powrót do Jedwabnego"

 

Recenzja książki

Monografia Stronnictwa Narodowego woj. białostockiego dotychczas nie powstała. O SN na Białostocczyźnie pisali dotychczas nieliczni białostoccy historycy. Z marksistowskiej perspektywy bardzo niepełny rys historyczny SN przedstawił Henryk Majecki, nazywając dzieje Związku Ludowo Narodowego, Obozu Wielkiej Polski i Stronnictwa Narodowego zbiorczą i nietrafną nazwa „Narodowej Demokracji”. Personalia liderów obozu próbowała przedstawić Małgorzata Dajnowicz.

Dopiero książka M. Czarniawskiego stanowi najpełniejszy z dotychczasowych opis dziejów formacji narodowych na Białostocczyźnie przed 1939 roku.

Tytuł pracy jest nieco zawężający, gdyż autor przedstawia dzieje nie tylko SN, ale i ZLN od 1919 roku, następnie OWP powstałego w 1926 aż do czasu jego zdelegalizowania przez władze sanacyjne, Stronnictwa Narodowego stricte oraz częściowo Obozu Narodowo-Radykalnego. Także zasięg terytorialny wykracza poza dzisiejsze ramy województwa. Autor opisuje dzieje SN w powiatach grodzieńskim, wołkowyskim, ostrowsko-mazowieckim oraz ostrołęckim.

Na początku 1939 roku władze zmniejszyły obszar województwa o 3 powiaty: ostrowski, ostrołęcki i łomżyński, przyłączając je do województwa warszawskiego, właśnie ze względu na ograniczenie wpływów SN w województwie białostockim, z którym nie potrafiły sobie poradzić.

Niezwykle korzystna koniunktura dla rozwoju organizacji kierowanej przez Romana Dmowskiego wytworzyła się po erygowaniu Diecezji Łomżyńskiej w październiku 1925 roku. SN na terenie diecezji nie odniosłoby takiego sukcesu organizacyjnego bez przychylności wspaniałego duszpasterza biskupa Stanisława Kostki Łukomskiego. Woj. białostockie znajdowało się na terenie trzech diecezji: wileńskiej, łomżyńskiej i pińskiej. Wielu księży zaangażowało się czynnie w budowę struktur Obozu Wielkiej Polski oraz Stronnictwa Narodowego, przy swoich parafiach, a nawet pełniło w Stronnictwie funkcje kierownicze.

A problemy społeczne w latach 20-tych i 30-tych nękały miejscową ludność. Wieś podlaska i mazowiecka była przeludniona, wielopokoleniowe rodziny z ośmiorgiem dzieci utrzymywały się z niewielkich poletek. Autor szczegółowo pokazuje jak spadał dochód na głowę członka rodziny chłopskiej w latach 1929-1937. Odpływu ludności wiejskiej nie mogły i nie chciały przyjąć miasta, i władze centralne w Warszawie. Białostockie miasta to w istocie sztetle olbrzymie koncerny handlowe i wytwórcze opanowane całkowicie przez ludność żydowską. Tzw. „reforma oświaty” braci Jędrzejewiczów z roku 1932 ograniczyła dzieciom ze wsi zdobywanie wykształcenia i zasilanie szeregów inteligencji. Na postulaty 23 milionów chłopów polskich nie odpowiadały programy ani obozu piłsudczykowskiego, ani stronnictw lewicowych i chłopskich. Jedynie Stronnictwo Narodowe zorganizowało przy swoim Zarządzie Głównym Wydział Gospodarczy, który zamierzał kulturowo i ekonomicznie zagospodarować obszary województw wschodnich.

Z terenu województw zachodnich zaczęli przybywać kupcy i rzemieślnicy chrześcijanie. Powstawały bezprocentowe chrześcijańskie kasy pożyczkowe udzielające pomocy na rozpoczęcie działalności rzemieślniczej bądź handlowej. Powstały oddziały Stowarzyszenia „Pracy Polskiej” pomagające bezrobotnym chrześcijanom znaleźć zatrudnienie i udzielające im pomocy żywnościowej. Kościół katolicki i Stronnictwo Narodowe zastępowały nieudolne państwo w realizacji jego podstawowych zadań.

To czego pozbawione było społeczeństwo polskie – posiadali Żydzi. Warsztaty pracy i rynki zbytu opanowane przez Żydów, dostęp do nisko oprocentowanego kredytu, kartele i zmowa cenowa doprowadziły do potężnego kryzysu gospodarczego w latach 30-tych. Przekleństwem polskiego chłopa były nakładane przez władze coraz o nowe podatki i szarwarki, bezlitosna egzekucja nawet kilkuzłotowych długów przez sekwestratorów. W tej sytuacji polski chłop zadłużał się u żydowskiego lichwiarza. Czarniawski podaje w książce znamienny przykład niejakiego Żeguni ze wsi Sielc koło Bociek (z tego terenu pochodzi autor pracy), który zapożyczył się u żydowskiego lichwiarza na kwotę 500 zł, a z odsetkami po kilku latach musiał oddać sumę znacznie wielokrotnie wyższą, Gospodarstwo Żeguni zostało wystawione na licytację za kwotę 6600 złotych!  

Pozbawieni perspektyw chłopi z powiatów grodzieńskiego, szczuczyńskiego, wysokomazowieckiego, ostrowskiego, ostrołęckiego i bielskiego rozpoczęli z Żydami bitwę o handel i warsztat rzemieślniczy.

W latach 1933-1937 Łomża, Zambrów, Kolno, Radziłów, Czyżew, Sokoły, Ciechanowiec, Nur, Wyszonki Kościelne, Brańsk, Dąbrowa Białostocka stały się areną wydarzeń, które można nazwać mianem powstania chłopskiego. Niezwykle dzielnie walczyła o swoje prawa ludność kurpiowska z okolic Myszyńca i Kadzidła.

W wojnie tej, po stronie żydowskiego spekulanta i lichwiarza opowiedziała się władza, starostwie i policja. Niepokornych księży władze zamykały w więzieniach, karały wysokimi grzywnami, wymuszały na władzach kościelnych ich przeniesienie. Tak samo szkolnictwo zostało opanowane przez nauczycieli żydowskich, zabraniano nauczania religii. Urzędnicy szkolni i nauczyciele z Krypna strzelali nawet z rewolweru do przydrożnych kapliczek! W walce padali zabici. Czarniawski po raz pierwszy kataloguje i szczegółowo przedstawia zabójstwa dokonane przez policję polską i Żydów na swoich polskich sąsiadach. Autor szczegółowo opisuje śmierć Józefa Siejwy, Władysława Górskiego, Kazimierza Zdrodowskiego, Antoniego Czajkowskiego, Józefy Gwardiakowej, Władysława Wędołowskiego, czterech polskich członków OWP z Radziłowa. W kraju takich wydarzeń było znacznie więcej. Chłopi z Odrzywołu, ksiądz Stanisław Streich, studenci Wacławski z Wilna i Grodkowski ze Lwowa, policjant Kędziora z Brześcia ponieśli śmierć z rąk żydowskich, bądź komunistycznych zbirów. Właściciel ziemskiego majątku spod Kalisza, działacz SN zastrzelony został przez policję.

Wobec władz sanacyjnych, które zachowywały się biernie, żydowskiego środowiska w USA stosowały pogróżki, grożono obaleniem rządu polskiego. Autor stawia hipotezę, że w żydowskie interesy i lichwę na Podlasiu inwestowała mafia chicagowska. Autor opiera się tu na demaskatorskiej nie przetłumaczonej na język polski książce Altera Trusa i Juliusa Cohena z 1948 roku.

Władze dopuszczały się fałszowania wyborów samorządowych, na co autor przedstawia liczne dowody. Niepokornych członków Stronnictwa Narodowego zamykano w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej, nazywanego przez polskich historyków eufemistycznie „miejscem odosobnienia”. Spośród 85 członków SN „pensjonariuszy” obozu wielu pochodziło z Białostockiego: mecenas Marian Jursz, bracia Pogorzelscy ze spalonej wsi Roszki-Ziemaki, radny Białegostoku Czesław Serwatko i wielu innych.

W Berezie narodowcy kolportowali wiersz Norwida ”Bo nie ma zgody, gdy w jednym kraju żyją dwa żywe narody. Pragnień im nie odbierzesz, ziemi im nie dodasz. Jeden musi ustąpić gość albo gospodarz”. Rozwiązanie widziano w emigracji Żydów do Palestyny. Problem żydowski narastał. Władze Polski przyjęły w latach 30-tych kilkaset tysięcy Żydów wygnanych z Niemiec, Austrii, Włoch, Rumunii, Węgier, Słowacji.

Najważniejszym elementem książki jest opis akcji bojkotu placówek żydowskich przeprowadzanych przez członków Stronnictwa Narodowego na targowiskach w Brańsku, Ciechanowcu, Wyszonkach, Czyżewie, Sokołach. Umundurowani członkowie Stronnictwa Narodowego wzywali Polaków aby nie kupowali w sklepach żydowskich. Takie akcje rozsierdzały żydowskich przekupniów, którzy reagowali agresją, a nawet strzelali do Polaków z pistoletów. Nic dziwnego że sprowokowani Polacy dawali odpór.  Dzisiaj te akcje nazywa się w literaturze powszechnie „pogromami Żydów”. Autor jednoznacznie udowadnia, ze jest to celowe, zaplanowane kłamstwo. Pogromów nie było. Były odruchy samoobrony, d których każde społeczeństwo i człowiek indywidualny ma prawo. Po akcjach bojkotu następowały represje ze strony władz i policji. Sąd Okręgowy w Łomży wydawał drakońskie wyroki na członków Stronnictwa Narodowego, których uprzednio przetrzymywano w łomżyńskim więzieniu. Z tego powodu Łomżę nazwano „miastem nieustających procesów narodowców”. Bezpłatnej pomocy prawnej członkom SN udzielali adwokaci: Bogusław Jeziorski, Antoni Mieczkowski, Olgierd Daniłłowicz, Konrad Borowski, Stefan Niebudek, aplikant Leon Mirecki i wielu innych. W przedostatnim dniu jednego z  proces członków SN w Łomży, w mowie końcowej 18 lutego 1937 obrońca oskarżonych narodowców mecenas Bogusław Jeziorski mówił: „Żydzi nigdy nie byli i nie będą dla nas członkami rodzin, lecz tylko uciążliwymi sublokatorami, których musimy się co rychlej pozbyć”.

Była to riposta na argumentację pełnomocnika Żydów mecenasa Graubarta, który porównał zajścia na targowiskach do „awantur w rodzinie”. Wydaje się, że po tej celnej replice, która umieszczona jest na okładce książki i krzyczy do czytelnika, Żydzi zrezygnowali z takiej retoryki familiarnej. Dziś obie społeczności określa się mianem „sąsiadów”.

Wydawało się, że w przededniu wybuchu wojny nastroje narodowe w województwie białostockim zostały spacyfikowane. Wielu działaczy SN wyjechało przed prześladowaniami w inne rejony kraju, wielu wcielono do armii w ramach mobilizacji. Członkowie SN dali wyraz swego męstwa na polach bitew zarówno kampanii wrześniowej jak całej wojny.

Książka ukazuje się w przełomowym okresie. „Pedagogika wstydu”, oskarżanie Polaków o współudział w holocauście, mające swe źródło w rzekomych przedwojennych pogromach – zjawiska te przybierają na sile. Nie zapobiegają temu podłemu procederowi sowicie opłacane z kasy podatnika instytucje mające promować i finansować „inicjatywy patriotyczne”. Dzisiaj mamy łudząco podobną sytuację: presja na rząd ze strony państw i instytucji międzynarodowych, pogłębiający się kryzys i ograniczanie praktyk religijnych. Ideologię komunistyczną zastąpiła lansowana ideologia gender.

Marek Czarniawski w przekazanej właśnie do rąk Czytelników książce daje receptę jak powinniśmy się zachować wobec tych wyzywań. W książce systematycznie przedstawione są nazwy miejscowości i nazwiska lokalnych działaczy gdzie istniały koła Stronnictwa Narodowego. Z pewnością wielu Czytelników znajdzie tam nazwiska swoich bliskich, o których działalności dotychczas nauka milczała.

 

Kup książkę na Allegro

 

 

 

 

Pin It

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Używamy cookies 🍪
Klikając przycisk "OK" wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie danych osobowych pozostawionych w czasie korzystania z serwisu SlonecznyStok.pl.